Logo
Witaj na oficjalnym blogu Edyty Nawrockiej. Wszystkie prezentowane tu teksty są autorstwa Edyty, przedstawiają jej przemyślenia oraz sprawy, którymi chciałaby się z wami podzielić.
Dodaj do ulubionych


05.12.2011
"Keep reading!"
"Zwycięzca jest sam"
"Maurowie"
"Autor konta Autor"
"Księżniczka z Lyonu"
"Prezent na święta"
"W sprawie Rennera"
 
To tylko niektóre tytuły książek, jakie w ostatnim czasie udało mi się przeczytać. Choć należę do osób, które nigdy nie mają czasu, znajduję go na to by czytać - w kolejce, w przerwie w pracy, w przerwie między pracą a pracą, w saunie... czytam gdzie się da. Nie zdobyłabym się na to, by czytać w wolnym czasie, bo prawie go nie mam, a jeśli mam chwilę, staram się poćwiczyć ciało nie umysł :P
   Uważam jednak że czytanie uszlachetnia, odkąd dużo czytam uznaję siebie za nieco bardziej wartościową osobę, mądrzejszą, lepiej kojarzącą, przewidującą... Mam taką teorię, iż będąc w trakcie czytania powieści, nasze życie  jest bogatsze o kolejny wymiar - żyjemy codziennością, wokół nas tyle się dzieje, doświadczamy, przeżywamy, emocjonujemy się, a pewna cząstka nas jest obecna w tej "książkowej rzeczywistości", nasza wyobraźnia szaleje... Nie wspomnę już o tym jak powiększa się 
zasób naszego słownictwa, jak piękniej po przeczytaniu książki potrafimy się wypowiedzieć (choć nie zawsze świadomie) oraz jak takie książkowe sytuacje mogą w najmniej spodziewanym momencie przełożyć się na nasze życie i pomóc nam podjąć właściwy wybór czy uczulić nas na pewne rzeczy - stajemy się bardziej ostrożni, bardziej dociekliwi, mniej naiwni.
   Uwielbiam horrory, zaraz po tym książki psychologiczne, thrillery, kryminały. Bywa, że czytam po angielsku just to improve it ("Captive Loving") ;) W mojej skromnej opinii z czytania możemy czerpać jedynie korzyści. Oczywiście preferuję i zachęcam do tradycyjnej lektury (nie interesują mnie nowoczesne książki elektroniczne tzw.  -book'i czy audiobook'i ). Zatem moi drodzy już jutro ruszać do biblioteki czy księgarni w celu nabycia kolejnego wymiaru życia!!!
 
PS. Wszystkie wymienione we wpisie tytuły, gorąco polecam!!!  



 



22.05.2011
"Zielona Góra - górą!"
   Miałam okazję gościć na Juwenaliach, a raczej Bachanaliach 2011 w Zielonej Górze. Był to spontaniczny wypad, nagranie wywiadu z JAMALEM, który wraz z Kukizem był gwiazdą czwartkowego wieczoru. I tu potwierdza się stwierdzenie, że to co nieplanowane wychodzi najlepiej. Wszystko wprawiało mnie w zachwyt – Zielona Góra to piękne miasto, Focus Park – niesamowita galeria handlowa, a organizacja studenckich obchodów... tego inne miasta mogą pozazdrościć.
   Mimo świetnej zabawy uświadomiłam sobie rzecz smutną – lata świetlne dzielą Wałbrzych od Zielonej Góry jeśli chodzi o organizację juwenaliów… a przecież to miasta porównywalne pod względem wielkości i liczby mieszkańców (z niewielką przewagą Wałbrzycha). W czym zatem tkwi problem? Dlaczego oni mogą a my nie możemy?
   Dlaczego te miasta dzieli aż taka przepaść? W paradzie studenckiej w ZG wzięły udział tysiące studentów, w Wałbrzychu udział bierze kilkadziesiąt osób… Na stadionie w ZG na koncertach pojawiło się ok. 4 000 ludzi – mimo że Bachanalia były płatne! Poza tym pokaz P.I.W.O. na akademiku, a w sobotę – Doda.
   Jeśli chodzi o JAMAL – świetni kolesie, wyluzowani i bardzo skromni, nie spodziewałam się ze są aż tak fajni, poza tym dali naprawdę świetny koncert. Czwartkowe Bachanalia spędziłam na tarasie pokoju przeznaczonego dla zespołów, rozpościerał się z niego widok na scenę i stadion cały zapełniony żakami, coś pięknego. Żałuję że musiałam wracać w tę noc do domu.



 


20.04.2011
"Wizyta w kinie - obowiązkowa!"
   Sucker Punch, Jestem Bogiem ( Limitless ), Never Say Never, Krzyk4… to filmy jakie udało mi się ostatnio obejrzeć na dużym ekranie i które gorąco polecam! Wszystkie zupełnie się od siebie różniące, jednak zrealizowane na najwyższym poziomie i wywierające ogromne wrażenie! Co ciekawe – każdy z nich znajduje się w bieżącym repertuarze Cinema City! To wspaniałe, że za jednym zamachem można
zaliczyć tyle „mocarzy” – naprawdę jest z czego wybierać. Szczególnie polecam Cinema City w Galerii Victoria w Wałbrzychu – niesamowite miejsce w najnowocześniejszym w kraju Centrum Handlowym - wystrój wnętrz naprawdę hipnotyzuje :)  Do końca moich dni będę wdzięczna za multipleks z prawdziwego zdarzenia w moim mieście – CINEMA CITY w Galerii Victoria! :)


 
 

27.02.2011
"Wcale nie vivat!"
   Na dniach miałam okazję obejrzeć relację z pewnego polskiego „niewiarygodnie ważnego i prestiżowego” wydarzenia muzycznego pewnej muzycznej stacji telewizyjnej, jakim było rozdanie nagród muzycznych w przeróżnych kategoriach. No i wywarło to na mnie tak ogromne wrażenie, że aż muszę się tutaj podzielić swoimi spostrzeżeniami.
   Nie wiem jakich sformułowań użyć, by najtrafniej oddać niesmak, jaki towarzyszył mi podczas oglądania gali i który towarzyszy po dziś dzień… „Zalatywało prowincją” ? „Mieli dobry pomysł, niezły fundusz, ale słabe wykonanie i nie do końca odpowiednich ludzi?” „Napatrzyli się na amerykańskich raperów prowadzących światowe gale muzyczne i sami postawili na kogoś takiego, by było prawie tak samo, lecz „prawie robi wielką różnicę?"
   Przykro mi że tak to brzmi. Ja naprawdę nie jestem z grona tych wiecznie nie-zadowolonych, zawistnych desperatów i frustratów, którzy z zazdrości wszystko krytykują. NIE NIE NIE, jestem zupełnym przeciwieństwem! Wolę się nie odezwać niż skrytykować, a głośno mówię niemal wyłącznie wtedy, kiedy chcę wyrazić swoją aprobatę bądź podziw.
   Celowo nie użyję żadnej konkretnej nazwy ani nazwiska w tym expose, bo po pierwsze nie mam na celu obrazić kogokolwiek, ani nie będę (tak jak coraz więcej desperatów) tworzyć bloga w którym będę obrażać różnorakie persony, a potem śledzić portale plotkarskie w nadziei, że ktoś mnie zacytuje i będzie skandal…. Jestem ponadto! Nie cierpię takich
form płytkiego lansu! Piszę tylko dlatego bo miałam wrażenie, że trochę się ta stacja z ludzi naigrywa, w innym wypadku nie zabrałabym głosu. Tyle słowem wstępu, a rozwinięcie bardzo krótkie i rzeczowe.
 
- Przede wszystkim nominacje, nie wszystkie do końca dla mnie zrozumiałe;
- Bardzo małe zróżnicowanie – pod każdym możliwym względem, ciągle te same „gwiazdy” ! Jedna wręcza nagrodę, za chwilę kilkukrotnie ją odbiera, a potem pojawia się na scenie, daje występ, i po kilku minutach znów pojawia się na scenie by wykonać inną piosenkę… na światowych galach AMA czy EMA takie akcje są niedopuszczalne! Co z innymi artystami? Przecież w Polsce grono muzyków nie tworzą cztery osoby!
- Występy ludzi (bo przecież nie artystów! Nawet wzięte w cudzysłów takie określenie nie przejdzie), którzy kreują się na kicz i robią z założenia muzykę dla polewy, jednak teksty piosenek wcale nie śmieszne a żałosne… oglądałam i słuchałam tego z wyrysowanym niesmakiem na twarzy.. Kiedy pierwszy raz pojawiło się coś takiego – „Będę brał cię”, był to strzał w dziesiątkę, kolejne tego typu produkcje to już totalna porażka, a to co zaprezentowano na gali…. DNO!
- Stacja telewizyjna na pewno zdaje sobie sprawę jaki ma target – w głównej mierze osoby z przedziału 12-17 lat, jednak w niewiadomo jakim 
celu nagle na scenie pojawia się ok. sześciu chłopa, którzy brzydzą się komercją i na samym początku obrażają imprezę, że jest „metroseksualna” , że im taki klimat nie odpowiada, że oni są z innej bajki. Po czym dają występ… Przed tym jednak pojawia się problem techniczny – kilka minut nie włącza się ich muzyka, każdy wyposażony w mikrofon próbuje więc w jakiś sposób sytuację „przegadać” i lecą nieparlamentarne słowa, mówią Bóg wie o czym, bo każdy coś do swojego mikrofonu, jeden zagłusza drugiego … i taka akcja trwa dość długą chwilę… utwór i jego wykonanie… wiadomo o gustach się nie dyskutuje, schodząc ze sceny (kiedy w kadrze pojawiła się już prowadząca galę) słychać było jeszcze ich zbędne gadanie, zagłuszające konferansjerkę… co gadali i w jakim celu niewiadomo, ale było to strasznie irytujące, mówili między sobą jednak do mikrofonów, słychać było śmiechy, domyślam się więc że dalej wyśmiewali imprezę, na której przecież wystąpili – logika? Trwało to ok. 10 sekund, dla mnie było wiecznością. 
- Z założenia wygrywa gwiazda, na którą oddana zostanie największa liczba głosów, a zagłosować może każdy. Co jednak w przypadku gdy stacja bardzo mocno współpracuje z managerem danej gwiazdki, jednak bogata w doświadczenia wie, że ciężko będzie jej zdobyć nagrodę, bo ilekroć nie nominowali tej osóbki w najrozmaitszych kategoriach – różnica głosów pomiędzy nią a laureatem była wprost miażdżąca? Moim zdaniem w tym momencie nasunęło się myślenie: wypadało by coś jej dać w końcu „współpracujemy”, no ale przecież jak ją nominujemy to przegra w batalii z innymi… W tym momencie łamie się oficjalną zasadę, że to widzowie przyznają te nagrody i… nagle w środku gali pani prowadząca informuje, że teraz będzie niespodzianka, przyznamy nagrodę specjalną, w której zwycięzcę wyłoniła specjalna komisja i dumna pani wychodzi po statuetkę – wcale nie specjalną a wyglądającą identycznie jak te, przyznawane za głosy widzów. Bez pardonu, bez przyczajki….
   I właśnie taki brak szacunku do widza, takie naigrywanie się, pielęgnowanie swoich wzajemnych relacji kosztem widza, bądź nie kosztem, bo przecież są tak mało inteligentni, że nie zwrócą uwagi, iż jedna ze statuetek była przyznana w specjalny sposób; skłoniły mnie do napisania tego tekstu. A reszta to tylko dodatek, o którym nie dało się nie wspomnieć.
 
Wstęp i rozwinięcie za nami, najbardziej zaskakujące jednak będzie zakończenie:
Nie obejrzałam całej kilkugodzinnej gali, a może 20 min J Nie chcę wiedzieć ile zajmował by ten wpis, gdybym obejrzała to w całości, ale z drugiej strony, nie wysiedziałabym przecież… zdegustowana z przekąsem wyłączyłam TV i chciałam jak najszybciej o tym zapomnieć…


 
 
 
 

16.02.2011
"Armin Only... only for me for 10 minutes"
   Dziś ominęło mnie coś wielkiego. Nie będę wdawać się w szczegóły, bo nie chcę by wyszło na jaw, że troszkę mnie to dotknęło i że nad tym ubolewam, choć to jak najbardziej uzasadnione, ale nie chcę dać satysfakcji przedstawicielom tego przedsięwzięcia. Czuję niesprawiedliwość. Głupie zrządzenie losu (choć nie wierzę w przypadki). Najgorsze że nie miałam na nic wpływu, a sprawy rozegrały się przez działania osób trzecich, które nawet nie dotyczyły mnie, ale jednak ostatecznie miały na mnie ogromny wpływ. Durna sieć połączeń, nie cierpię tego! I choć tak pragnę się od tego uwolnić, to sądząc po działaniach – coraz bardziej się w to zagłębiam, ale nie mogę inaczej bo nie mam innych opcji
   No ale teraz coś bardziej optymistycznego – mimo, że ominęło mnie coś tak prestiżowego i naprawdę dużego, nie mam doła, a wręcz przeciwnie – zmotywowało mnie to. Wiem że w tym wypadku nic nie zależało ode mnie, więc czemu to ja mam się dołować? Fakt – ja ucierpiałam, moja kariera ucierpiała ( to byłby ogromny krok naprzód), ale trudno- okazja była w zasięgu, jednak ktoś się nie postarał – mógłby to rozegrać inaczej, mając na względzie los osoby trzeciej – w tym wypadku mój, ale w d*** mnie miał i myślał tylko o sobie – jakoś się do tego przyzwyczaiłam – takie realia.

   Wydarzyły się też fajne rzeczy wczoraj i dziś dawałam duuuuuże wywiady gazetom (ostatnio media mnie wspierają, jestem wdzięczna). W sobotę o 13:00 muszę być już z Poznaniu – robię wywiad z Arminem van Buuren'em! Potem cały dzień w Poznaniu i wieczorem impreza Armin Only – nie mogę się doczekać!!!! Jedziemy fajną ekipą więc tym bardziej odliczam godziny.
   Tak samo jak delikatnie przejęłam się tym co mnie dziś ominęło, tak delikatnie emocjonuję się tym wywiadem – jakoś nie przeżywam faktu iż w sobotę będę miała 10 min sam na sam z DJ
nr 1 na świecie. Kwestia przyzwyczajenia ;)



 
 
 

03.11.2010
"EVENTOWE ŻYCIE! I want more and more! "
   Jeszcze nie mogę otrząsnąć się po tym co działo się na SENSATION w zeszłym tygodniu, a już odliczam dni do MAYDAY! Zostało ich jeszcze 6! Mam też propozycję wyjazdu na TRANSMISSION w ten weekend, ale spasuje, bo ileż można… :] 
   Generalnie w tym roku zaliczyłam 70% eventów odbywających się w Polsce, choć niekoniecznie polskich. Odpuszczam GODSKITCHEN, bo to Andrzejki, a mam zaplanowany koncert na ten wieczór. Natomiast na pewno zjawię się na ILNY – to już stało się tradycją, wiem że w sylwestrową noc nigdzie nie czułabym się lepiej. Bardzo miło wspominam też tegoroczne ELECTROCITY ;)
   Na dniach światło dzienne ujrzy w końcu nasza relacja SENSATION POLAND 2010, nie mogę się jej doczekać i wiem, że nie tylko ja, dlatego zdradzę Wam małą tajemnicę by jeszcze mocniej zaostrzyć apetyt – na filmie rozmowa m.in. z Dash Berlin!!! Aaaaaaaa!!! W swoim secie zagrał niemal wszystkie utwory z albumu THE NEW DAYLIGHT
 – dawno już nie byłam tak zżyta z żadną płytą! Dlatego, mimo iż jestem miłośniczką house, najlepiej z sensacji wspominam właśnie transowy występ DB. Nie do opisania jest uczucie jakiego doznałam podczas gdy na hali z mega głośników wydobył się znany „Man on the run” –dla mnie od roku utwór nr 1!
   Jedno jest pewne – potrzebuję tych eventów jak powietrza :D! Hope to see you somewhere!
   PS. Dziękuję wszystkim uczestnikom Sensation, którzy kojarzyli mnie z moimi i Przemka filmami z eventów i dawali wyraz swojego zachwytu! Podeszło nawet kilku Włochów, Anglików i Hiszpanów! Nasze relacje stały się międzynarodowe ;P


 
 


17.10.2010
"Galeria Victoria - cukiereczk!"
   Kochani w Wałbrzychu otwarto potężną, najnowocześniejszą w Polsce galerię! Jestem jeszcze w wielkim szoku, bo jest to pierwszy tego typu obiekt w mieście w którym mieszkam od zawsze. Ten szok nie wynika z czystego faktu, że w końcu w Wałbrzychu powstała galeria, ale… powstała właśnie Victoria!!! Aaaaaaaa!!! Jest niesamowita!!! Często bywam w galeriach w dużych miastach, lubię ten „galeriański” klimat i bardzo lubię spędzać tam czas.
   Spodziewałam się czegoś na miarę wrocławskich galerii, nie śniłam o galerii pokroju Złotych Tarasów w Wawie, ale Victoria przebija je kilkakrotnie! Jestem totalnie obiektywna! Mega podjarka!
Już dziś trzech znajomych wyciągało mnie do nowopowstałej galerii, mimo że wczoraj wszyscy byli na jej otwarciu! Kochani spokojnie! Najemy się nią jeszcze! Ona tam stoi i nie ucieknie :) Ja co prawda byłam tylko chwilkę, ponieważ przyszłam późnym wieczorem.
   Zaliczyłam tylko w kawiarni pysznego Tiramisu w towarzystwie PlayR’ka i wyszłam na koncerty. Koncerty były niezłe! Onyx, Katerine Avgoustaki ( śpiewała chyba same covery) i Patrycja Markowska
(w czerwcu występowałam po niej w Bogatyni, ale w moim odczuciu jej koncert w Wałbrzychu wyszedł dużo lepiej). Wiem wiem… kogoś tu zabrakło… co ma wisieć nie utonie!!! :)
   Zatem każdego pragnącego pobyć w galerii z prawdziwego zdarzenia zapraszamy do Wałbrzycha!
A Wałbrzyszanie – spokojnie- najecie się Victorią!!!


 


13.10.2010
"Krytyka! Krytyka! Krytyka???"
Heyyyyyyy!!!! :) Niejeden zapytałby ( i pytają!)  : „Co to za blog na którym nie ma wpisów?” Ale radzę wyluzować! :D w końcu nagrałam jedną wypowiedź w stylu videobloga i umieściłam ją na swoim facebook’u – ciągle tam widnieje, ale nagrałam ją po angielsku… Musiałam jakoś wynagrodzić znajomkom z anglojęzycznych krajów fakt iż moja strona jest wyłącznie polskojęzyczna. Mniejsza z tym – obiecuję poprawę (po raz wtóry…)
   Zadajecie tyle pytań, że ciężko to ogarnąć… ale przyjęłam taką zasadę,że każdy wpis będzie dotyczył wyłącznie jednego tematu. Dziś będzie to temat który dotyczy zarówno Was jak i mnie czyli… Krytyka! Krytyka! Krytyka?????? 
   Moi kochani! Tak bardzo cieszy mnie fakt że tak wiele wspaniałych osób mnie otacza i naprawdę zdałam sobie sprawę że jest to niezły tłum! I jest Was coraz więcej! Np. 2 min temu napisała do mnie dziewczyna która o mojej muzyce wie bardzo dużo, zna na pamięć teksty, analizuje je, a jest z Gdyni :) Nie miałam pojęcia o Jej istnieniu a ona od dawna cieszy się moją sztuką, to wspaniała niespodzianka (szczególnie po takim dniu…żal), a co najważniejsze – takich niespodzianek mam co dzień coraz więcej! 
   Ludzie są przepełnieni zawiścią i zazdrością i o tym się mówi (o tym jest ten wpis), ale jest też wiele osób, które nie mają problemu z samooceną, są dowartościowane, szczęśliwe, mają naprawdę fajne życie i potrafią czerpać z niego to co najlepsze – wiedzą że są fajni :) Wy tacy jesteście! Udało się Wam, dlatego nie macie problemu z tym by stwierdzić, że jestem spoko ;), że to co robię jest na poziomie. Mało tego – potraficie nie tylko sobie to uświadomić i mówić o tym osobom trzecim, ale i napisać mi o  tym wprost mimo że się wcześniej nie znaliśmy :) Takie osoby wokół mnie to dar od Boga. I niestety takie osoby cierpią, kiedy przeczytają jakiś stek bzdur np. na mój temat, bądź na temat mojej muzyki, z której przecież czerpią radość. Pragnę uciąć ten temat raz na zawsze i sprawić by coś takiego nie sprawiało nikomu z Was bólu :) A jestem naprawdę dobrym psychologiem! 
   Często podsyłacie mi linki do różnorodnych for internetowych z dopiskiem „spójrz co o tobie napisali”… nieraz weszłam, sprawdziłam i byłam świadkiem jakichś dziwnych wojenek oskarżycieli i obrońców… tylko że to do niczego nie prowadziło, nie prowadzi i nigdy nie doprowadzi. Kochani nie musicie mnie bronić! Nie brońcie też muzyki  - Wy wiecie że jest dobra, a to co dobre obroni się samo. Przecież osoby które piszą „Edyta jest beeee...” są strasznie pokrzywdzone przez los, są bardzo nieszczęśliwe, a każde Wasze dobre słowo na mój temat krzywdzi je jeszcze bardziej. Dla nich czyjkolwiek podziw dla mnie bądź tego co robię to szpila w samo serce. Reagują złością i atakują – zawsze tak się robi, kiedy się wie że nie ma się racji! Nie byłoby tak gdyby rzeczywiście uważali, że to co robię jest przeciętne, bo wtedy nie zabierali by głosu. Żyli by w świadomości że takie to jest i większość pewnie tak uważa. Ale nie – oni wiedzą, że podoba się to wielu ludziom, że ma to swoich zwolenników, toteż całe dnie spędzają na forach by przekonać i udowodnić takim ludziom że tak nie jest, ale jak mogą to udowodnić skoro sami w to nie wierzą?
   Czyż nie jest tak że jeśli coś jest dla nas niepociągające, to w ogóle nie szukamy o tym informacji, nie zagłębiamy się w to, nie zaglądamy co chwile na fora by monitorować i zaprzeczyć każdej dobrej opinii? Oczywiście że tak jest. Przechodzimy obojętnie bo wg nas szkoda na to czasu. Co więc jest nie tak z tymi osobami? Z osobami piszącymi o rzekomych odruchach wymiotnych na mój widok, ale spędzającymi wiele czasu na wyszukiwaniu informacji o mnie w Internecie, co chwile piszącymi coś na mój temat?
   Odpowiedź jest prosta: są to osoby niespełnione, niedocenione, osoby którym nie wyszło, osoby które nie potrafiły i nie potrafią spełnić swoich marzeń, bądź co gorsza – nie mające marzeń, osoby bez perspektyw, często osoby bezrobotne :( Takie osoby czują się gorsze, słabsze, głupsze, brzydsze - mają bardzo zaniżoną samoocenę. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt zaprzeczania samemu sobie? Poświęcają bardzo dużo uwagi czemuś co jak twierdzą jest beznadziejne. Można to wytłumaczyć wyłącznie na 2 sposoby. 1 – zazdrość i zwyczajna zawiść, które nie pozwalają przyznać że coś co się podoba jest fajne (gdyby nie było dla nich fajne nie poświęcali by temu tyle uwagi) 2 – tak bardzo nieszczęśliwe życie, że jedyna rozrywka w nim to oglądanie, słuchanie i pisanie o czymś co uważa się za beznadziejne. Wiele razy spotkałam się z pretensjami typu „ona nie radzi sobie z krytyką, usuwa negatywne komentarze na swój temat”. Prawda jest jednak taka że bardzo rzadko spotykam się z konstruktywną krytyką. Artyści naprawdę bulą dużą kasę za profesjonalne opinie na swój temat, chcą usłyszeć co powinni zmienić, w którą stronę pójść… To kosztuje i nikt za darmo nikomu tego nie użyczy. Zatem z krytyką spotykam się bardzo rzadko – prawie tylko wtedy gdy za nią płacę. Co innego z zawiścią. Jest jej wiele. Wiele osób przeszperało całego youtube’a pod kątem „Edyta Nawrocka”, pod każdym filmem wylało żółć, a potem wysłali wiadomość: „kasujecie negatywne komentarze! Co to ma być”.
   Takie osoby niemal zawsze subskrybują mój kanał by być na bieżąco z tym co się pojawi, bo są głodne informacji. Mimo to piszą „nie można na ciebie patrzeć, jesteś beznadziejna, piosenki masakra, wyglądasz strasznie, nienawidzę cię…” Paradoksalne – nie mogą na mnie patrzeć, nie mogą mnie słuchać, ale subskrybują kanał by być pierwszymi którzy coś zobaczą bądź usłyszą. Wyjaśniłam to już wyżej. A czemu takie komenty są usuwane? Ponieważ to, że komuś w życiu nie wyszło i że czegoś bardzo zazdrości, nie oznacza, że muszę tolerować jego żale pod swoimi filmami. To jest prezentacja mojej sztuki, oglądają to osoby z branży – właściciele klubów którzy zapraszają mnie na koncerty, producenci z którymi być może będę współpracowała, dje którzy być może będą grać moje utwory w swoich setach bądź audycjach. Nie ma tam miejsca na jakąś ściemę – a krytykę od zawiści można odróżnić bardzo łatwo. Krytyka? Owszem podziel się swoim zdaniem! Zawiść? Radź sobie z nią sam, moja sztuka to nie terapia dla ciebie! Zatem albo orientujesz się w temacie i jesteś totalnie obiektywny, albo komenta nie ma. Pragnę jeszcze zaznaczyć – żaden profesjonalny nauczyciel śpiewu NIGDY nie wyda opinii: potrafisz albo nie potrafisz, ładnie albo brzydko – nigdy. Po kilku godzinach spędzonych z wokalistą powie jakie są jego mocne a jakie słabe strony. Co się da, a czego się raczej nie wyćwiczy. 
   Jednak Internet jest pełen fachowców którzy zupełnie za darmo na podstawie utworu zamieszczonego w jakości YouTube’a  wydadzą opinię potrafisz, bądź też nie. Nie łatwiej byłoby: podoba mi się, nie podoba mi się ?
   Kochani! Chyba dosadnie wyjaśniłam dlaczego nie warto mnie bronić przed forumowiczami? Oni są groźni sami dla siebie, nie wyrządzają krzywdy mi, tylko sobie! A jak widać są bardzo pokrzywdzeni – fakt – na własne życzenie. Zapewne chcieliby powiedzieć: podoba mi się to, ale nie potrafią. Myślą (myślą?) że z każdym zawisłym postem poczują większą ulgę, nic bardziej mylnego! Z każdym postem ich nienawiść narasta!
   Zatem nie piszcie w odwecie: Edyta jest super! Nie ma co! (I tak poświęcają mi wiele uwagi mimo, że tego rzekomo nie chcą).
Ważne że mamy siebie. Dziękuję za wszystko!  


 
 
 


19.03.2010
"Niech ten słoń przyniesie Łukaszowi szczęście" 

Szanowni Państwo

   Zwracamy się z prośbą o przekazanie 1% podatku na leczenie i rehabilitację naszego 17-letniego syna Łukasza, który cierpi na mózgowe porażenie dziecięce, spastyczne czterokończynowe, małogłowie, zanik nerwu wzrokowego, padaczkę, której leczenie spowodowało uszkodzenie wątroby. Ma on również skoliozę, ale operacja w jego przypadku jest ryzykowna. Łukasz często choruje, w tym na obturacyjne zapalenie płuc, co wymaga leczenia szpitalnego.

   Pomimo, że ma 17 lat wymaga pielęgnacji jak niemowlę. Jest dzieckiem leżącym, nie siedzi, nie chodzi, nie widzi, bez kontaktu. Wymaga stałej, całodobowej opieki i rehabilitacji, która wiąże się z ogromnymi kosztami.

Wszystkim ofiarodawcom z głębi serca dziękujemy za przekazanie 1% podatku na leczenie i rehabilitację Łukasza. 

Integrujące Stowarzyszenie Jeden Świat
im. prof. Zbigniewa Religi w Białymstoku
ul. Konwaliowa 3 lok. A
nr KRS 0000144665
(dopiskiem w poz.128 pit-u):
na leczenie i rehabilitację Łukasza Ruszkiewicza

List przekazany w imieniu rodziców Łukasza
Anny i Marka Ruszkiewiczów
z Wrocławia

 
 
powrót do strony głównej
www.edytanawrocka.pl
powered by prot Hosting - Serwery
Kopiowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych tu tekstów bez podania źródła jest surowo zabronione! Prosimy jako źródło podać adres tej strony. Administrator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za zamieszczane tu treści i materiały.